czwartek, 6 września 2012

Pod powierzchnią („Czerwona róża, biała róża” E. Chang)

E. Chang „Czerwona róża, biała róża”
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2009

Okładka „Czerwonej róży, białej róży” wydaje mi się być erotyczna, ale erotyczna w specyficzny sposób. Nie podano na niej nic na tacy, kobieta rozmawiająca przez telefon nie pokazuje twarzy, a jej postać obleczona jest w dość skromny strój. A jednak – te buty na obcasach zapinane w kostce, ta sukienka odsłaniająca kawałek uda, ten łuk ciała – to wszystko kojarzy mi się erotycznie :) Z opowiadaniami Eileen Chang jest podobnie jak z tą okładką – to, co na pierwszy rzut oka chłodne i zdystansowane, w środku kipi od emocji. Chińska pisarka kreuje pozornie banalne, codzienne sytuacje, które rozsadza jednak od środka jakieś ciśnienie, z trudem powstrzymywane przez system konwenansów. Słowa pulsują tu dodatkowymi, ukrytymi znaczeniami, które kotłują się pod powierzchnią. U Chang wszystko, co najważniejsze, dzieje się między wierszami. Namiętność i konwenans, jako jej przeciwwaga, to kluczowe tematy jej opowieści. Może właśnie ze względu na ten tandem, związek kobiety z mężczyzną jest czymś najbardziej pożądanym, a jednocześnie najbardziej rozczarowującym.

Szczególnie do gustu przypadło mi tytułowe opowiadanie „Czerwona róża, biała róża”, które uwodzi już od pierwszego zdania:
„W życiu Zhenbao były dwie kobiety. Pierwszą z nich nazywał białą różą,
drugą – czerwoną” (s. 73).
I dalej:
„Pierwsza była nieskazitelną żoną, druga – namiętną kochanką. Nie bez powodu w świadomości większości Chińczyków etymologia słowa oznaczającego kobiecą czystość wiąże się zarówno z cnotą, jak i żarliwością uczuć. Być może każdy mężczyzna miał w życiu co najmniej dwie takie właśnie kobiety. Gdy ożenisz się z czerwoną różą, prędzej czy później czerwień zmieni się w krew zabitego na ścianie komara, biała róża zaś na zawsze pozostanie promieniem księżyca padającym na posadzkę przed łożem. Jeśli pojmiesz za żonę białą różę, wkrótce będzie ona jak grudka ryżu, która przypadkiem przykleiła się do ubrania. Czerwona tymczasem stanie się szkarłatnym znamieniem wypalonym w twoim sercu” (s. 73).

Opowiadania Chang potrafią też boleć. W „Złotych kajdanach” natężenie frustracji i bezradności jest tak duże, a gotowość do rujnowania cudzego szczęścia w imię zasady „mnie nie udało się być szcześliwą, więc ty też nie masz prawa do szczęścia” tak przerażająca, że musiałam dać sobie po jego lekturze sporo czasu na ochłonięcie. Spodobała mi się także opowieść zamykająca tom – „Miłość w pokonanym mieście” – jedyna chyba tak otwarcie optymistyczna.

Eileen Chang połączyła ogień z wodą, chłód z namiętnością, powściągliwość z emocjonalnością. Choć nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem rozczarowana lekturą, wręcz przeciwnie – oceniam ją wysoko, to jednak czuję pewien niedosyt. Z czego on wynika – nie wiem. Być może z różnic kulturowych, być może ustawiłam poprzeczkę oczekiwań zbyt wysoko. Ale to tylko moja fanaberia, przecież jest bardzo dobrze :)

30 komentarzy:

  1. Dla mnie to literatura najwyższych lotów.:) Czytałam już dawno temu, ale mimo to wciąż pamiętam ich klimat, a nawet wątki, i miałam takie same jak ty refleksje.:) Na tym właśnie polega urok tych opowiadań, że mają pozostawiać w czytelniku niedosyt. Ta proza to doskonały przykład potwierdzający słowa, że literatura ma przybliżać tajemnice, ale ich nie zdradzać całkowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy to dobry trop, ale proza Chang kojarzy mi się z pisarstwem Alice Munro. Ciekawa jestem, czy zostanie we mnie na dłużej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ to dobry trop!:) Uwielbiam prozę Alice Munro! Niedługo w Polsce ukaże się kolejny zbiór jej opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam już w zapowiedziach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, czy to dobry trop, ale proza Chang kojarzy mi się z pisarstwem Alice Munro - no teraz to Cie musze udusić, Na Chang zasadzam sie od dłuższego czasu ale poniewaz stosik w domu jest ogromny, kolejka do recenzji sie nie zmniejsza, wciaz odkładam zakup, a teraz to nie mam wyboru
    Kiedy piszesz o erotyzmnie na myśl mi przychodzi wdowa Couderc Simeona. Tam normalnie az sie czuło zapach, jeśli tu jest podobnie to ja po prostu MUSZĘ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie chcę jeszcze ginąć!!! :) Wprawdzie opowiadania Chang są bardzo dobre, ale życia bym za nie nie oddała ;)

      Usuń
  6. Jakiś czas usłyszałem tylko tytuł "Czerwona róża, biała róża" - myślałem, że to książka o Wojnie Dwóch Róż i zastanawiałem się co też ciekawego może miec do powiedzenia Chinka na temat wojny w średniowiecznej Anglii :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dobre!:) Ja pochwalę ci się innym bon motem: niedawno pisałam do wydawnictwa z prośbą o to, żeby przysłali mi do recenzji książkę "Noc żywych Żydów". Wysłałam maila, ale dręczyło mnie przeczucie, że coś jest nie tak. Przeczytałam go raz jeszcze i okazało się, że poprosiłam o... "Noc żywych trupów" :)

      Usuń
  7. Ostatnie opowiadanie jest dobrym zwieńczeniem zbioru i faktycznie daje nadzieję na optymistyczne zakończenie.
    Munro b. lubię, ale w moim odczuciu pisze inaczej - jest nieco przewrotna w porównaniu z Chang.;) tak czy owak, obie pisarki warte grzechu.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chang skojarzyła mi się z Munro, bo podobny wydaje mi się klimat ich opowiadań - obydwie bazują na opisie codziennych, banalnych sytuacji, obydwie lubią korzystać z niedopowiedzeń. Munro nie odebrałam jako przewrotnej, ale czytałam tylko "Zbyt wiele szczęścia" - tam też dostrzegłaś przewrotność?:)

      Usuń
    2. Zwłaszcza w tym zbiorze.;) Może użyłam niewłaściwego określenia, ale chodzi mi o taki zabieg: akcja powoli się rozwija, zaprzyjaźniamy się z bohaterem, a tu nagle następuje zaskakujące zachowanie, które nie zawsze na dodatek jest wyjaśnione.;)

      Usuń
    3. Hmm, muszę się jej przyjrzeć w takim razie, w wolnym czasie, jeszcze raz :) Uświadomiłam sobie teraz, że tak naprawdę niewiele z tej książki pamiętam, choć nie czytałam jej przecież tak dawno temu - na pewno pierwsze opowiadanie, które ostro mną wstrząsnęło i opowieść o drwalu - taką, powiedziałabym, medytacyjną. A poza tym pustka... może taki jest los książek opartych na niedopowiedzeniach? :)

      Usuń
    4. Na pewno pamiętasz opowiadanie ostatnie o matematyczce.;) Mnie kołacze się historia kobiety, którą w wiejskim (?) domku naszedł przestępca i historię studentek i tajemniczego sponsora.
      Wiesz, że WAB też szykuje zbiór opowiadań Munro?

      Bardzo lubię niedopowiedzenia w książkach, bo zmuszają do zastanowienia się nad treścią. Jeśli do tego niepokoją, to tym bardziej mi się podobają.;)

      Usuń
    5. Tak, masz rację, opowiadanie o matematyczce też mi się kołacze gdzieś pod kopułą ;) Zapowiedź nowej książki już widziałam i wciągnęłam ją na listę życzeń :) Też lubię niedopowiedzenia, w zasadzie uważam, że nie ma chyba w sztuce nic gorszego niż zbytnia dosłowność, z tym że w przypadku takiej książki, jakie piszą Munro czy Chang, łapię się na tym, że po czasie pamiętam raczej ich atmosferę, klimat, kłopot mam zaś z konkretami - bohaterami czy fabułą.

      Usuń
  8. Parę tygodni temu wypożyczyłam z biblioteki inną książkę tej autorki - "Gorzkie spotkanie". Ona także jest wydana w serii nyrb, serii która bardzo przypadła mi do gustu. Jednak na tej książce zawiodłam się bardzo. Sam opis akcji wydaje się ciekawy, rzecz dzieje się w Hongkongu podczas II wojny, główna bohaterka z racji na panującą sytuację musi opuścić elitarną szkołę i nawiązuje romans z mężczyzną uznanym przez Chińczyków przez zdrajcę. Ale sposób napisania w ogóle do mnie nie przemówił, nie dokończyłam lektury, co bardzo rzadko mi się zdarza - przede wszystkim odniosłam wrażenie, że książka napisana jest dość chaotycznie, jest w niej za dużo niedopowiedzeń. Zupełnie też nie umiałam się odnaleźć w rodzinie bohaterki (trzecia stryjenka, czwarta ciotka, druga matka - bardzo mi się te postaci myliły, nie wiedziałam kto jest kim).
    Ale mimo wszystko po opowiadania autorki chętnie bym sięgnęła, może w krótszej formie takich zawiłości nie ma :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Karolina
      Dla mnie "Gorzkie spotkanie" też było gorzkie.;) Nie mogłam jakoś wciągnąć się w fabułę. Styl wydał mi się inny niż w opowiadaniach, niedopracowany. W rezultacie książkę odłożyłam po ok. 40 stronach, ale kiedyś do niej wrócę. Opowiadania Chang są wg mnie o niebo lepsze, daj się skusić.;)

      Usuń
    2. Ja dotarłam do 75 strony :-) Choć już od jakiejś 20 miałam ochotę odłożyć. Jakiś wewnętrzny głos mówił mi jednak: "daj tej książce szansę". Próbowałam, ale się poddałam.

      Usuń
    3. @Karolina
      Te koligacje rodzinne, o których piszesz, w "Czerwonej róży, białej róży" też są obecne i też sprawiają trochę kłopotu :) Nie rzutowało to jednak w dramatyczny sposób na mój odbiór lektury :) Też mam czasami wrażenie, że autor tak głębokie niedopowiedzenie zbudował, że sam się w nim pogubił, a ja, jako czytelnik, nie mogę się w nim połapać tym bardziej :)

      Fajnie dziewczyny, że poznałam wasze zdanie na temat "Gorzkiego spotkania", bo kiedyś się na nie natknęłam, zaciekawił mnie opis i miałam w planach, ale chyba odłożę na "wieczne potem"!

      Usuń
  9. Serdecznie zapraszam do zabawy z okazji pierwszych urodzin naszego bloga :)

    http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/08/urodzinowe-candy.html

    OdpowiedzUsuń
  10. nie słyszałam o tej książce, ale teraz nabrałam na nią chęci :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpuszczę sobie na razie jej lekturę ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie czytałam chińskiej literatury i chyba na razie nie przeczytam. Raczej nie lubię krótkich opowiadań, bo nie zdążę się w nie porządnie wczuć, a już się kończą...

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam przez długi czas sceptyczna wobec opowiadań, ale teraz myślę, że wszystko zależy od autora - z tego, co wyżej pisały dziewczyny wynika, że Chang np. sprawdza się bardziej w któtkich formach, z kolei np. B. Schlink, którego bardzo cenię, pisze świetne dłuższe fabuły, ale jego opowiadania zazwyczaj mnie nie przekonują.

      Usuń
  13. Czytałam i niestety ja byłam lekko rozczarowana. Tytułowe opowiadanie również najbardziej spodobało mi się. Ogólnie każde opowiadanie wypadało bardzo dobrze jako opowieść. Jednak wydaje mi się, że to moje rozczarowanie nie jest oznaką znudzenia lekturą, a stylem pisania autorki, który mnie nie porywa. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć, ale przy niektórych pisarzach leci się z tekstem swobodnie, a w tym przypadku tak nie było. Ty napisałaś, że to różnice kulturowe być może i to, że trudno nam zrozumieć zachowanie tamtejszych kobiet przez co wywołuje w nas pewne rozczarowanie ich postawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoich doznań związanych z lekturą i postawą bohaterek rozczarowaniem nazwać nie mogę - patrzyłam na nie raczej jak na kolorowe, egzotyczne ptaki - piękne, ciekawe, ale nie do końca umiałam wczuć się w ich dylematy - stąd moja hipoteza o dających znać o sobie w przypadku tej literatury różnicach kulturowych.

      Usuń
  14. Nie słyszałam nigdy o tej autorce, chyba również nie czytałam nigdy chińskiej literatury, ale ten zbiór opowiadań brzmi naprawdę zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pisały wyżej dziewczyny wynika, że chyba od opowiadań warto przygodę z tą pisarką zacząć. Skusisz się więc?:)

      Usuń