środa, 26 października 2011

Fascynująco o trudach dorastania (wprost z Norwegii)

T. Renberg „Człowiek, który pokochał Yngvego”
Wydawnictwo Akcent
Warszawa 2011









Dawno już nie czytałam tak błyskotliwej, „gęstej” i satysfakcjonującej, choć czasami dosadnej i mocnej prozy. Tore Renberg, norweski pisarz, stworzył przejmujący portret nastolatka z krwi i kości, dorastającego na początku lat 90-tych, przeżywającego swoje pierwsze uniesienia miłosne, zafascynowanego muzyką i zmagającego się ze światem w tej trudnej walce o własne, niepowtarzalne „ja”. Autorowi przynajmniej trzy rzeczy udały się znakomicie: wyraziście osadził opowiadaną przez siebie historię w realiach „epoki” (na uwagę zasługuje zwłaszcza muzyczne tło opowieści), trafnie nakreślił relacje rodzinne głównego bohatera i z dużą psychologiczną wrażliwością oddał dramatyzm „kryzysu dojrzewania” – tego bolesnego procesu testowania rzeczywistości, stawiania granic i wreszcie konstytuowania się ego.

Jarle Klepp ma siedemnaście lat, rozwiedzionych rodziców, przyjaciela Helge, dziewczynę Katrine i zdecydowane poglądy na wszystko. Mieszka w Stavanger, niewielkim norweskim mieście, które ropą naftową stoi. Silnie zdefiniowana tożsamość pozwala mu odróżniać się od innych, co ma dla niego fundamentalne znaczenie, bowiem nie ma większej zbrodni w tym wieku niż przeciętność. Zresztą – oddajmy głos głównemu bohaterowi: „Mam dziewczynę, jestem dość arogancki, wydaje mi się, że pozjadałem wszystkie rozumy, i uważam, że ponad 80% moich rówieśników to niedorozwinięci, konserwatywni, niedoinformowani debile. Jeżeli czemuś miałbym być przeciwny, to jest to z pewnością EWG, nie lubię też chrześcijan, a zwłaszcza dzieciaków z Ten Sing, nienawidzę komercjalizmu, braków wiedzy o ochronie środowiska, popularnej muzyki i kapitalizmu” (s. 15). Jarle gra w zespole Mathias Rust Band – nazwa to nieprzypadkowa, stanowi wyraz hołdu dla pewnego dziewiętnastolatka, który jeszcze w czasach „zimnej wojny”, w tajemniczych okolicznościach, przedostał się na terytorium Związku Radzieckiego, lądując samolotem Cessna tuż koło Kremla i Placu Czerwonego w Moskwie. Jego świat (głównego bohatera), sposób budowania relacji, najlepiej opisuje dychotomia: my (dobrzy)–oni (źli). Pewnego dnia staje się jednak coś zaskakującego – Jarle zakochuje się od pierwszego wejrzenia w nowym uczniu. W CHŁOPAKU! Jak zachować w tej sytuacji twarz naczelnego buntownika szkoły, skoro Yngve jest tak Inny, jak tylko można to sobie wyobrazić – interesuje się starożytnym Egiptem, gra w tenisa i słucha popu? Główny bohater będzie musiał odpowiedzieć sobie na to pytanie, próbując przy okazji „pociągnąć kilka srok za ogon”. Po co wybierać, skoro można mieć wszystko, czego się pragnie? – tak mu się przynajmniej wydaje.

Książka Renberga mogłaby uchodzić za literacki odpowiednik podręcznika psychologii rozwojowej okresu dorastania. Podkreślam – literacki! – bowiem mamy tu do czynienia przede wszystkim ze świetnym kawałkiem prozy, stroniącym od hermetycznego (nieraz) żargonu naukowego. Jest to literatura żywa, gęsta, bliska życiu. Autor uczynił proces formowania się tożsamości młodego człowieka głównym tematem swojej opowieści. I niech nie zwiedzie czytelników fakt, że Jarle wydaje się być, ze swoimi klarownymi poglądami na świat i ludzi, osobowością „skończoną”. Nawet jeśli sam tak myśli, złudzenie to pryska, kiedy poznaje „nowego” i zakochuje się w nim. Fascynacja i organiczna potrzeba bycia jak najbliżej obiektu uczuć to mieszanka wybuchowa, która odmienia głównego bohatera. Odmienia – dodajmy – chwilowo, na czas przebywania z Yngvem. Jarle zrzuca wówczas swój pancerz niedostępności, wstępuje, można by rzec, do „krainy łagodności”, próbując pokazać siebie od jak najlepszej strony. „Moje życie regulował w tamtym okresie rytm zmian między starym a nowym mną, nagłe wahania osobowości” (s. 75) – wspomina dorosły już bohater. Kim naprawdę jestem? Która wersja mnie jest bardziej autentyczna? – w tych pytaniach wyrażają się kluczowe dla okresu adolescencji dylematy.

Stan zakochania i związane z nim perturbacje towarzyskie, a także trudna sytuacja rodzinna przyczyniają się do tego, że Jarle odbywa przyspieszony kurs dorastania. Renberg świetnie pokazuje w swojej książce moment, w którym piętrzące się wymagania wobec młodego człowieka, „naciski” płynące z różnych stron, doprowadzają do zaostrzenia się kryzysu. Każdy z członków sieci społecznej głównego bohatera ma wobec niego jakieś oczekiwania: Helge, najbliższy kumpel, liczy na kontynuację znajomości w dotychczasowym kształcie i zaangażowanie w działalność zespołu; Katrine, dziewczyna, chciałaby spędzać z nim więcej czasu; matka, która traci pracę, widzi w dorastającym synu źródło wsparcia w trudnym momencie życia, ojciec zaś, trawiony chorobą alkoholową, „wykorzystuje” go do potwierdzania przed samym sobą, że wszystko jest pod kontrolą. Jarle zaczyna gubić się w gąszczu tych wszystkich wymagań, tymczasem serce dyktuje mu jedno: być jak najbliżej ukochanego. Wywołuje to, z jednej strony, wyrzuty sumienia, z drugiej strony skutkuje zaś rozpaczliwymi próbami (z góry skazanymi na porażkę) zadowolenia wszystkich.

Umiejętność oddzielania tego, co ważne, od tego, co nieważne, powinności od potrzeb, konieczności od możliwości, jest jedną z oznak dorosłości – zdaje się mówić Renberg. I dorzuca do tego jeszcze jedną cechę – wyzbycie się egoizmu. Czy sami przeszlibyśmy taki test na dojrzałość? Gorąco polecam lekturę!

4 komentarze:

  1. i czekam na notke nt wariacji na temat rodziny B:-) u mnie czeka w kolejce:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny, podkręcę waszą ochotę: polecam z całego serca!!!:) Mój typ na podium książkowe za rok 2011!

    OdpowiedzUsuń