
R. Robb Maciąg „Tysiąc szklanek herbaty”
Wydawnictwo Bezdroża
Kraków 2012
Kluczowe zdanie z
książki Roberta Robba Maciąga pt. „Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na
Jedwabnym Szlaku” pada już na 10 stronie: „Kiedy jeździmy z Anią po Polsce i
opowiadamy o naszych podróżach z uporem maniaka, staramy się przekonać, że
świat jest pełen dobrych ludzi. Opowiadamy
o ludziach, których spotkaliśmy, i o tym, że cokolwiek wmawiają nam media,
ludzie są najczęściej przyjaźni, życzliwi i pomocni. Opowiadamy o tym, że
nikt nie próbował nas ani napaść, ani okraść, a niemal każdego dnia
pogrążaliśmy się w długach… wdzięczności”. Cała relacja z rowerowej wyprawy,
którą autor odbył z żoną Anią i przyjacielem Anglikiem, jest ilustracją tej
tezy. Maciąg odczarowuje rzeczywistość, przedstawia alternatywną, wobec telewizyjnej,
opowieść o świecie. Często istotnie można odnieść wrażenie, że wokół nas tylko
wojny, konflikty, afery, strajki, agresywne potyczki słowne. Łatwo w obliczu
takiego przekazu zapomnieć, że współczesne media raczej stwarzają rzeczywistość
niż ją odzwierciedlają, a doświadczenie ludzkie „chadza” własnymi ścieżkami.
Ważne, aby znaleźć przestrzeń, w której może być ono wypowiedziane. Na przykład
w książce podróżniczej.
Trasa rowerowych
śmiałków wiodła przez Syrię, Turcję (Kurdystan), Iran, Turkmenistan,
Uzbekistan, Tadżykistan i Chiny, podążając śladem dawnego Jedwabnego Szlaku,
łączącego Państwo Środka z Europą i Bliskim Wschodem. Choć kraje te nie mają „zbyt
dobrej” prasy na Zachodzie, a sytuacja w niektórych zaogniła się w ostatnim
czasie, autor przekonuje, że w każdym z nich spotkał ogromnie przyjaznych, otwartych
i ciekawych ludzi, którzy pomogli mu, w sensie dosłownym i metaforycznym,
przetrwać wyprawę. Tytułowe szklanki herbaty, którymi wszędzie chętnie podejmowano
strudzonych podróżnych, stały się owej gościnności namacalnym dowodem. Maciąg
forsuje, kontrowersyjną być może dla niektórych tezę (na przykład miłośników
Gruzji), że herbata jest bardziej gościnna niż alkohol;) „Po prostu jest bardziej
domowa, bardziej osobista (…). Alkohol rozwiązuje języki i czasem to
rozwiązanie języków staje się uciążliwe. Nie ma nic bardziej męczącego niż
terroryzująca gościnność. Taka, w której nie ma miejsca na własną przestrzeń i
czas. Niemal więzienna” (s. 11) – pisze. Święte słowa! Książka Robba to nie
baśń tysiąca i jednej nocy, a jej autor nie jest naiwny. Oczywistym jest, że
zdarzało mu się spotykać w trakcie swojego wyjazdu ludzi, którzy utrudniali mu
życie. Rzecz w tym, aby uczciwie pokazać proporcje, nie dać się porwać wizji
świata kreowanej przez żądne sensacji media. Dlatego ja zapamiętam z jego
opowieści raczej Halila i Ismaila, Syryjczyków, którzy rywalizowali między sobą
o to, kto z nich ma ugościć i przenocować Polaków, niż konduktora z pociągu do
Samarkandy, który zniknął z łapówką za przetransportowanie rowerów, przeznaczoną
dla rewizora.
Publikacja „Tysiąc
szklanek herbaty” jest emanacją autentycznej pasji poznawania naszego globu,
innych kultur i ludzi. Takie lektury szalenie mnie dopingują do planowania
kolejnych wyjazdów, zwłaszcza jeśli czytam je przed zbliżającymi się wakacjami:) Dla Roberta Robba Maciąga podróżowanie to jednak nie tylko prosty fakt przemieszczania
się, ale sposób „bycia-w-świecie”, który oczyszcza wewnętrznie, pozwala zbliżyć
się do siebie i natury rzeczy. W drodze istotne stają się elementarne potrzeby –
jedzenia, spania, poczucia bezpieczeństwa. Trudno zaspokoić je w dalekim, obcym
kraju bez pomocy ludzi, co oznacza tyle, że trzeba im po prostu zaufać. A zaufanie
to w obecnych czasach, mam wrażenie, „produkt” najbardziej deficytowy. Podróż,
jak pisze autor, daje też wolność wyboru. Samemu jest się wówczas żaglem,
sterem i okrętem, choć tę idealną wizję psują… wizy. Po trzecie wreszcie,
podróż to radość, przyjemność, zabawa, odpoczynek od prozy życia. A czym,
Czytelniku, podróż jest dla Ciebie?
Zastanawiałam się
podczas lektury książki Maciąga, czy i ja umiałabym się odnaleźć w
rzeczywistości tak innej od tej, którą znam i akceptuję, jak Iran czy Uzbekistan.
Myślę sobie, że człowiek niesie na plecach/wiezie na rowerze nie tylko swój
bagaż podręczy, ale też zasób przekonań, nastawień, wartości, z którymi czuje
się związany, i które wynikają z jego kultury. Jak się zachować w skrajnie
odmiennym kontekście? Zaskakującą refleksją odpowiedział mi sam autor: „Najpiękniejsze,
najbardziej odkrywcze są właśnie podróże pierwsze. To ona, ta pierwsza, dzięki
naiwności podróżującego pokazuje nam najwięcej świata (…). W kolejnych podróżach
dostrzegamy coraz to inne rzeczy i powoli, nieubłaganie zaciera się granica
pomiędzy „naszym światem” a „ich światem”. Powoli i nieubłaganie dostrzegamy
świat jako jednolitą i powtarzalną całość. Różnice zanikają i wszystko staje
się podobne. Te same strachy, te same obawy, te same marzenia i potrzeby” (s.
189).
Słowo o formie,
bo „Tysiąc szklanek herbaty” jest Książką Pięknie Wydaną! Bardzo trafiona obwoluta,
nietypowy format, śliski, gruby papier, tekst ilustrowany zdjęciami (choć bez
podpisu – szkoda!), stylizowana na arabską czcionka – wszystko to sprawia, że przyjemnie
się ją trzyma, dotyka i ogląda. Tym, co przekonuje do niej najbardziej, jest
jednak prostolinijność i autentyczność przekazu, którą niektórzy, bardziej może
efektowni i medialni podróżnicy, dawno już gdzieś zgubili.